poniedziałek, 27 lutego 2012

Missha BR04

Jakiś czas temu pokazywałam Wam azjatyckie skarby, które do mnie trafiły z wymiany z Ali. Vivinn niedawno domagała się swachty, więc pora coś pokazać. Mam nadzieję, że nie narobię przy pokazywaniu tych lakierów zbyt dużo błędów. Niestety większości firm nie znam, napisy są często po chińsku, japońsku czy koreańsku, więc trudno mi się zorientować w nazwach, seriach i numerach. Ale postaram się nic nie pokręcić.
Na pierwszy ogień poszła Missha Lucid Nail Polish BR04 - made in Korea, a kupiony chyba na Tajwanie ;) Missha do tej pory kojarzyła mi się tylko z kremami BB, lakier do paznokci z tej firmy był dla mnie niespodzianką.
Lakier ma taki trochę "grzybkowy" kolor, ale dla urozmaicenia posiada jasno fioletowy (a może różowy) shimmer, który jest widoczny nie tylko w butelce. Na paznokciach w słońcu lub pod lampką też całkiem dobrze go widać. Ali twierdzi, że lakier jest podobny do Chanel Paradoxal i coś w tym jest, chociaż nie mam oryginału do porównania ;) Do pełnego krycia wystarczą dwie warstwy. Lakier ma specyficzny zapach, dla  mnie całkiem znośny, przy malowaniu czułam nawet nutę mentolu (nie śmierdzi jak niektóre lakiery z "Chińczyka"). Schnięcia nie sprawdzałam.
Warto wspomnieć o butelce, która jest po prosu urocza. Patrząc od spodu widać liść lub serce (w zależności od interpretacji). Nie dosyć, że buteleczka prezentuje się bardzo ładnie, to jeszcze świetnie pasuje do koleżanki. Szkoda, że nie mam ich więcej, byłby taki ładny rządek wpasowujących się w siebie butelek XD
Jedyny minus to pędzel. To nie jest pędzelek nawet, tylko właśnie pędzel. Jest niesamowicie szeroki, szerszy nawet niż pędzle z lakierów Rimmel Lucra Pro, nie widziałam jeszcze takiego szerokiego pędzla. O dziwo nie malowało się nim źle, nawet przy skórkach dałam radę.
Lakier na żywo jest ładniejszy niż na zdjęciach. Nie umiałam się dzisiaj z aparatem i słońcem dogadać i shimmer wyszedł mi średnio, ale coś tam widać, zwłaszcza po powiększeniu.



niedziela, 26 lutego 2012

Tydzień siódmy - Kosmos

Udało mi się stworzyć coś kosmicznego, co nie jest znanym wszystkim galaxy nails ;)
Stalowy kolor w tle to Virtual Vinyl Mania 66 Dark Shine, który kryje po dwóch warstwach, jednak zostawia lekko widoczne pociągnięcia pędzelka. W tym mani chciałam uzyskać gładką powierzchnię, więc po zaaplikowaniu pierwszej warstwy pędzlem drugą dodałam gąbką. Symbole planet (Merkury, Jowisz, Saturn, Neptun) wymalowałam białą perłową farbą akrylową. Całość pokryłam warstwą Revlon Galaxy, który przypadkiem kupiłam w tym tygodniu w Pepco. Moim zdaniem wyszło całkiem sympatycznie i kosmicznie ;)

 


Mani zaprezentowałam przy okazji akcji:

Szczegóły TUTAJ.

sobota, 25 lutego 2012

Rococo A-Go-Go

W zasadzie powinnam pokazać dzisiaj mani na nowy tydzień pazno kciowej akcji, ale mam kosmiczny kryzys twórczy. W dodatku kończą mi się zdjęcia do pokazywania. Przydałby się tydzień wolnego i słońce ;)
Na szczęście udało mi się zrobić dzisiaj całkiem niezłe zdjęcia lakieru Orly Rococo A-Go-Go z kolekcji Mineral FX. Kolor jest zdecydowanie "mój". W butelce wygląda na bordo ze złotem, niestety na paznokciach złoto trudno zauważyć. Za to bordo na paznokciach zmienia się w fiolet w zależności od światła. A do tego mój ulubiony glassfleck jest mocno widoczny. 
Za to do samego lakieru mam mieszane uczucia. Aplikacja jest dla mnie idealna, do pełnego krycia wystarczą dwie cienkie warstwy. Schnięcia nie sprawdzałam, dałam zadziałać Poshe. Przy tak zaaplikowanym lakierze trwałość okazała się kiepska. Po jednym dniu w pracy końcówki miałam starte bardzo mocno, co przy ciemnym kolorze wygląda fatalnie. W domu zamiast zmywać całość dodałam jeszcze jedną warstwę Rococo A-Go-Go, warstwę Seche, a po jakiejś godzinie na wszelki wypadek dołożyłam warstwę topcoat z Color Club. Po kolejnym dniu w pracy nie miałam żadnych ubytków, nawet najmniejszego starcia końcówek nie zauważyłam. Zdjęcia robiłam dopiero dzisiaj, czyli po kolejnym dniu noszenia i dalej są w stanie idealnym.




 Zdjęcia w naturalnym świetle.

środa, 22 lutego 2012

Tydzień szósty - Kwiatki #3

Turkus i jego pochodne to zdecydowanie nie moje ulubione kolory, chociaż przed nimi nie uciekam, a w lecie sięgam po nie dosyć często. Dlatego sama się sobie dziwię, że noszę ten mani od ponad trzech dni i nawet nie mam wielkiej ochoty na zmianę. W dodatku wszystko trzyma się idealnie i nawet końcówki się nie starły.
Na paznokciach mam trzy cienkie warstwy Golden Rose Paris 230 i warstwę Kleancolor 232 Chunky Holo Clover. Po raz pierwszy zdecydowałam się na użycie fimo. Trochę ich mi się zebrało i sama nie wiem czemu nie zrobiłam jeszcze z nimi żadnego mani. Fimo wykorzystane w tym mani to kwiatuszki, które dostałam od jjjusti. Pocięcie laski (czy jak to się fachowo nazywa) na płatki wyszło mi raczej krzywo, ale w używaniu nie przeszkadzało mi to wcale. Zanim nałożyłam kwiatki wymalowałam na paznokciach farbą akrylową spirale i kropki. Z bliska widać jakie są krzywe, ale z daleka wyglądają nieźle, nawet te malowane lewą ręką :) Dopiero po pomalowaniu paznokci przymocowałam do nich fimo. Ponieważ 4 warstwy lakierów schły bardzo wolno fimo mocowane na kroplę topcoat dodatkowo "wgniotłam" w lakier, a później przykryłam wszystko warstwą Seche. Po godzinie dodałam jeszcze warstwę topcoat z Color Club. Jak pisałam wcześniej, 3 dni w pracy i inne domowe wyzwania paznokcie zniosły idealnie.

 Zdjęcia w słońcu.
W rzeczywistości paznokcie są nieco ciemniejsze.
 

Mani zaprezentowałam przy okazji akcji:

Szczegóły TUTAJ.

wtorek, 21 lutego 2012

Pierwsze porównanie - moje ulubione czerwone lakiery

Dzisiaj pierwsze porównanie na moim blogu. Jego zrobienie dawno temu zaproponowała mi Rebellious lady. Długo się do pracy zabierałam, bo nie bardzo wiedziałam w jaki sposób to porównanie przeprowadzić. Postawiłam na połączenie zdjęć i krótkiego opisu. Mam nadzieję, że taka forma się sprawdzi.

No i oczywiście musiałam się pomylić, w pierwszej wersji miał być lakier Catrice Marilyn & Me, ale w ostatniej chwili zamieniłam go na Lovely Sinner, o czym oczywiście obrabiając zdjęcia zapomniałam ^^" Ups XD Teraz już chyba nie ma żadnych błędów, można czytać i oglądać :)

W porównaniu udział biorą:
1) China Glaze Ruby Pumps z kolekcji Wizard Of Ooh Ahz - na zdjęciach oznaczony jako RP - pokazywałam go TUTAJ
2) China Glaze Ring in the Red z kolekcji Let It Snow - na zdjęciach oznaczony jako RITR - pokazywałam go TUTAJ
3) Kleancolor 198 Bite me - na zdjęciach oznaczony jako BM - pokazywałam go TUTAJ
4) Catrice - Welcome To Las Veas - C01 Lovely Sinner (dodałam, żeby mały palec nie został łysy ;>) - na zdjęciach oznaczony jako LS - jeszcze go chyba nie pokazywałam

Malując paznokcie starałam się nakładać w miarę jednakowe, cienkie warstwy, ale Bite Me trudno cienko nałożyć ;)


Krótki opis lakierów:
RP - czerwona baza z masą malutkich czerwonych drobinek; krycie po pierwszej warstwie przeciętne, zdecydowanie potrzebne kolejne warstwy, trochę smug na brzegach paznokcia.
RITR - półprzeźroczysta czerwona baza z masą malutkich czerwonych drobinek i dodatkiem większego brokatu w tym samym kolorze; krycie w kierunku słabego.
BM - czerwona baza z masą drobinek i dodatkiem niewielu czarnych kuleczek, które wystają nad powierzchnię lakieru; krycie dobre, przy odrobinie grubszej warstwie zdecydowanie może być jednowarstwowcem.
LS - czerwona baza z błyskającymi czerwonymi drobinkami, których jest zdecydowanie mniej niż w pozostałych lakierach; krycie przeciętne.
Po pierwszej warstwie najszybciej suchy był paznokieć z Ring in the Red. Wszystkie lakiery zdecydowanie wymagały co najmniej jeszcze jednej warstwy.
Po drugiej warstwie jedynie Bite me daje wystarczające krycie, najgorzej krył Ring in the Red. Gdybym malowała grubszymi warstwami, to Lovely Sinner mógłby idealnie kryć już po drugiej, za Ruby Pumps nie dam głowy ;)
Lakiery China Glaze wyschły minimalnie szybciej niż pozostała dwójka.


Po trzeciej warstwie tylko Ring in the Red wyglądał jakby czwarta mu nie zaszkodziła, ale to dlatego że starałam się cienkie warstwy dawać. Gdy malowałam poprzednim razem dawałam grubsze i 3 spokojnie wystarczyły. Po nałożeniu tylu warstw wszystkie lakiery schły mniej więcej tak samo, największy błysk daje Bite me i Ring in the Red, co niestety na tych zdjęciach jest raczej mało widoczne.
Jeżeli chcecie zobaczyć te lakiery w innym świetle, to zapraszam do kliknięcia linków do moich starych postów ;)

I na zakończenie kilka zdjęć bez napisów ;)



 I co sądzicie o takim porównaniu? Może brakuje Wam jakiś informacji?

poniedziałek, 20 lutego 2012

Tydzień szósty - Kwiatki #2

Zaczynam się gubić w tym co już dodałam, a co mam dodać. Wszystko przez tyły w obrabianiu zdjęć, na które ostatnio nie mam siły ani ochoty. Potrzebuję wolnego, żeby się ogarnąć ;) Ale najbliższe wolne dni dopiero na Wielkanoc, o ile się nie mylę ;_; Ehhh...
Pokazywałam Wam wczoraj moje najnowsze zdobycze. Nie byłabym sobą, gdybym nie wypróbowała jakiejś nowej Chinki. Nie wiem co jest w tych butelkach, ale działają na mnie hipnotyzująco. Pewnie dokładają do tych lakierów jakieś środki uzależniające ;)
Długo nad wyborem lakieru się nie zastanawiałam, w końcu wśród moich nowości jest jedno holo. China Glaze It's My Turn pochodzi z kolekcji Kaleidoscope. Baza lakieru to coś między beżem a złotem, pływają w niej holograficzne drobinki, które dają niesamowity efekt holo. Niestety słońca w ten weekend do zdjęć nie było, więc nie mam jak Wam tego pokazać. Może kiedy indziej się uda, jeżeli będziecie chciały ;) Lakier wysycha błyskawicznie, do pełnego krycia potrzebowałam trzech warstw. Przy przeciętnym schnięciu potraktowałabym je Poshe albo Seche, ale nie tym razem. Nawet nie zauważyłam kiedy te 3 warstwy wyschły. 
Ponieważ nie miałam jak zrobić porządnych zdjęć do swatcha postanowiłam dodać jakiś wzorek. Myślałam i myślałam i wymyśliłam, że chyba nigdy nie widziałam motywów malowanych holograficznymi lakierami na holograficznym tle. Oczywiście to nie znaczy, że ktoś tego nie zrobił, po prostu ja nie trafiłam i byłam ciekawa co z tego wyjdzie. Wybór kwiatków był oczywisty, w końcu mamy kwiatowy tydzień.
Kwiatki wymalowałam lakierem China Glaze TMI z kolekcji OMG. Jak na mój gust i potrzeby lakier jest za mało holo, ale nie mam innego w miarę ciemnego i kryjącego lakieru, pasującego do tła. Płatkom dodałam trochę krawędzi przy pomocy Golden Rose Holographic Color 119. Z chwilowego braku ciemnego holograficznego lakieru listki wymalowałam zmieszanymi lakierami Golden Rose Holographic Color 119 i 115. Efekt końcowy szalenie mi się spodobał, mam nadzieję, że Wy też go polubicie ;)

 Zdjęcia w sztucznym świetle. 


Mani zaprezentowałam przy okazji akcji:

Szczegóły TUTAJ.


niedziela, 19 lutego 2012

Najnowsze zakupy

W sumie dalej nie wiem czy lubicie takie posty, ale Ali znowu mnie namówiła, żebym pokazała nasze najnowsze nabytki. Od jakiegoś czasu twierdzę, że gdyby nie ona, to miałabym zdecydowanie więcej kasy, a jeżeli nie, to na pewno nie wydawałabym ich na lakiery i inne cuda do paznokci. Za zakupy, które dzisiaj Wam pokażę też ona odpowiada ;)
Na pierwszy ogień pójdą zakupy w sklepie wygrzebanym przez Ali. Na Dollar Nail Art zamawiałyśmy obie, na szczęście nie wszystko jest moje XD
Całość prezentuje się następująco:


W pudełeczkach znajdują się folie transferowe (około 150 cm x 2,5 cm). Do każdych 5 klej do folii gratis (ale nie więcej niż 2 na zamówienie). Każdą folię podzieliłyśmy na pół. Teraz brakuje mi topa, który by ich nie psuł :/ Ponoć top L.A. Girl jest do nich najlepszy, trzeba będzie znowu złożyć zamówienie ;) 



Następne w kolejce są taśmy. Ali zdecydowała się na srebrną i złotą, ja postanowiłam wziąć "na spróbowanie" trzy pozostałe dziwolągi ;)


Zestaw kolorowych (chyba) metalowych piegów wzięłyśmy na pół. Jeżeli w używaniu się sprawdzą wezmę też inne kolory, bo z wyglądu są świetne. 


 I jeszcze parę innych ozdób.


Na to zamówienie czekałam niecałe dwa tygodnie i już się bałam, że nie dojdzie przed weekendem. Na szczęście doszło w piątek, więc w sobotę mogłam zawieźć część Ali do Wrocławia na ostatnie spotkanie przed jej powrotem do Chin. Ali za to przywiozła moją część zamówienia z Eurofashion. Oto ona:

Zestaw lakierów China Glaze - Retro Diva (zdecydowanie "moje" kolory), China Glaze It's My Turn z kolekcji Kaleidoscope (cudo, już wypróbowałam i mam gotowy mani do pokazania ;>), nowy zestaw cienkich pędzelków do malowania i preparat do usuwania skórek Blue Cross (ponoć dobry i bardzo mocny). 

Mam nadzieję, że dotrwałyście do końca i lubicie jednak takie notki :)

piątek, 17 lutego 2012

Tydzień szósty - Kwiatki

Jutro mnie nie będzie, bo jadę znowu do Wrocławia, tym razem na wymianę krajowych zamówień ;) Nowy paznokciowy tydzień zaczynałam zawsze w sobotę, ale wątpię, żebym miała siłę po całym dniu wrażeń. Dlatego wyjątkowo przeniosłam się w tym tygodniu na piątek.
Tym razem postanowiłam spróbować metody one stroke. Mani wykonywane tą metodą przeważnie kojarzą mi się z kolorem różowym i niebieskim, dlatego postanowiłam postawić na inne kolory. Czarny lakier to My Secret 121 o kremowym wykończeniu. Kwiatki i kropki wykonałam brązową i złotą farbką akrylową. Mani potraktowałam jako ćwiczenie. Bez bicia przyznaję, że na prawej ręce nawet nie próbowałam tego powtórzyć ;)

Dla zainteresowanych metodą one stroke:
MADA niedawno pokazywała o co chodzi w tej metodzie. Posta razem z filmikiem możecie obejrzeć TUTAJ.




Mani zaprezentowałam przy okazji akcji:

Szczegóły TUTAJ.

czwartek, 16 lutego 2012

Space Cadet

Już Wam pisałam, że ten lakier za mną chodził. Z tego co pisałyście w komentarzach, chodził nie tylko za mną. Ja się złamałam, kupiłam i nie żałuję, chociaż tani nie był. Ale same popatrzcie jakie to cudo ;)
Mówię oczywiście o lakierze Orly Space Cadet z kolekcji Cosmic FX. Lakier składa się z zielonej trochę przeźroczystej bazy i milionów glassfleckowych drobinek. Duochromowy efekt widać nie tylko w butelce, ale również na paznokciach. Dowodem są zdjęcia (niektóre naprawdę warto powiększyć). Do pełnego krycia potrzebowałam trzech warstw. Co tu więcej pisać, zapraszam na zdjęcia ;)