poniedziałek, 30 kwietnia 2012

HITS Mari Moon Dreamer

Przed zakupami w sklepie llarowe wzbraniałam się ładnych parę miesięcy. Ceny lakierów są tam łagodnie mówiąc wygórowane, a objętości niewielkie. No ale urodziny ma się jeden raz w roku i nie ma co na sobie oszczędzać. Właśnie na urodziny zamówiłam tam sobie 3 nieduże lakiery. Glitter Gal H704 Red 3D/Holo pokazywałam TUTAJ, a dzisiaj pora na kolejny urodzinowy zakup, czyli HITS Dreamer z zestawu Mari Moon.
Cena 8$ za 6 ml lakieru to zdzierswo i prawdę mówiąc sama się w głowę pukałam, gdy wrzucałam go do koszyka. Ale musiałam sprawdzić na sobie czy rzeczywiście dostanę duochromowy efekt przejścia z pomarańczy w fiolet (tak wygląda na moim monitorze zdjęcie tego lakieru ze sklepu llarowe). Nie dostałam, ale wcale nie jest mi przykro, bo okazało się, że Dreamer to multichrom, który ma w sobie moje ulubione kolory :D
Na zdjęciach paznokcie z trzema warstwami lakieru. Pędzel jest dosyć szeroki, ale operuje się nim bez większych problemów. Lakier jest gęsty i miałam wrażenie, że stawia lekki opór przy rozprowadzaniu, ale nie było to uciążliwe. 
Miałam szczytny zamiar pozwolić mu samodzielnie wyschnąć, ale niestety nie umiem malować paznokci gęstymi lakierami i najczęściej robię na nich bąble. Jak tylko zobaczyłam, że zaczynają wychodzić nałożyłam warstwę Seche i bąble znikły (zdaje się, że Seche je ściąga przy wysychaniu).
Ponieważ nie mogłam się zdecydować, które zdjęcia dać, a które nie, to będzie ich całe 19 XD Na wszystkich jeden i ten sam lakier, czyli HITS Mari Moon Dreamer.

 HITS Mari Moon Dreamer w słońcu...

... w dalszym ciągu HITS Mari Moon Dreamer w słońcu...

 ...ciągle HITS Mari Moon Dreamer w słońcu...

 ...wbrew pozorom, to ciągle HITS Mari Moon Dreamer w słońcu...

... i jedno zdjęcie HITS Mari Moon Dreamer w cieniu.

 Wszystkie zdjęcia jak zwykle można powiększyć.

niedziela, 29 kwietnia 2012

Projekt Rainbow - Tydzień Zielony

Dzisiaj bardzo prosty mani. Przede wszystkim chciałam przetestować lakier Wibo Color Power nr 2 i sprawdzić czy mi pasuje, bo zawsze mam problem z takimi kolorami. 
Malowanie nie przysporzyło mi większych problemów. Co prawda po pierwszej warstwie na paznokciach miałam smugi, ale druga gruba warstwa wszystko wyrównała. Co prawda pierwsza warstwa wyschła w zadowalającym czasie, ale na drugą nie czekałam, tylko nałożyłam Seche, ponieważ śpieszyło mi się do spania ;>
Dla urozmaicenia dodałam trochę niebieskich kropek przy pomocy sondy i farby akrylowej.
Duży minus dla lakieru za przegryzienie się przez bazę i mocne zafarbowanie płytki na żółto :/




Mani zaprezentowałam przy okazji akcji:


Szczegóły TUTAJ.

sobota, 28 kwietnia 2012

Hean Mega Colour 433

Ostatni z kolorowych lakierów, które dostałam od firmy Hean do testowania. Hean Mega Colour 433.

  
Butelki w tej serii mają pojemność 6ml i w heanowym sklepie internetowym kosztują 3,99zł za sztukę. Na butelce umieszczono jedynie informację o marce produktu oraz nazwie serii. Numerek znajduje się na wierzchu nakrętki. Pozostałe informacje zostały umieszczone na srebrnej nalepce przyklejonej do nakrętki.

Lakier to mleczny żelek z różowymi tonami. Krycie ma minimalne i w sumie nadaje się moim zdaniem głównie do frencha. Jedna warstwa daje na paznokciu ładny połysk, prawie bez koloru, w dodatku nie robi żadnych smug. Moje paznokcie po tonach kolorowych lakierów są przeważnie lekko żółtawe, więc Wam nie pokażę tej pojedynczej warstwy ;P Za to postanowiłam sprawdzić ile warstw potrzeba do przyzwoitego krycia - poddałam się po czterech. Po drugiej warstwie lakier nadaje odrobinę koloru, ale  końcówki są nadal bardzo widoczne. Na nierównej płytce widać prążki, za to na gładkiej nie smuży prawie wcale. Przy trzeciej warstwie końcówki są ciągle widoczne, a smugi prawie niedostrzegalne. Po czwartej warstwie widać to co na zdjęciach.
Ponieważ nie wymagam cudów po takiej ilości lakieru całość potraktowałam warstwą Seche Vite. Ale pierwsze dwie warstwy wyschły i utrwaliły się w przyzwoitym czasie.
Lakier gościł na moich paznokciach trzy dni i nawet końcówki niezbyt mocno się pościerały.




Żeby odwrócić uwagę od widocznych końcówek poprosiłam mojego kota, żeby się zmniejszył, wszedł w czerwoną farbę akrylową i przebiegł mi po paznokciach. Oto co nam wyszło ;)





Legendarny konkurs ;D

1 kwietnia opisywałam Wam przygody Świętego Jerzego i Smoka, którzy wreszcie trafili w moje łapki. Przy okazji spytałam jak mam podzielić nadprogramowe lakiery i większość osób biorących udział w ankiecie stwierdziła, że wolałaby dwie osobne nagrody. I oto są z dodatkowym bonusem w postaci cieni do powiek :)
Ponieważ niektórzy wyrażali w komentarzach pod notką o obu lakierach chęć posiadania tylko jednego z nich, zdecydowałam się na zrobienie dwóch osobnych formularzy. W końcu po co zgłaszać się do lakieru, którego się nie chce? ;)


ZASADY KONKURSU

1. W konkursie mogą wziąć udział publiczni obserwatorzy mojego bloga, obserwatorzy fanpage'a mojego bloga na facebooku lub obserwatorzy mojego kanału na twitterze (wystarczy jedna z tych rzeczy).

2. Żeby wziąć udział w konkursie należy wypełnić przynajmniej jeden z formularzy zgłoszeniowych (można oba). 
Obowiązkowo należy w nich podać w nich swój nick, adres e-mail i odpowiedź na proste pytanie konkursowe. Dodatkowe punkty można uzyskać za reklamę tego konkursu na blogu, facebooku lub twitterze.

3. Zgłoszenia przyjmuję do 26 maja 2012.

4. Wyniki ogłoszę na blogu 27 maja 2012. Zwycięzców dodatkowo poinformuję o wygranej mailem.

5. Na informację, gdzie mam wysłać nagrodę czekam do 2 czerwca 2012. Jeżeli jej nie dostanę, to 3 czerwca 2012 wybieram kolejną osobę.

6. Wysyłam na cały świat.

7. Zastrzegam sobie prawo do zmiany terminów wymienionych w konkursie.

8. Zgłaszając się do konkursu automatycznie wyrażasz akceptację wszystkich powyższych warunków.


CONTEST RULES 

1. To participate in the contest, you have to be a public follower of my blog, a follower of my facebok fanpage or my twitter (any of the three is enough).

2. To take part in the contest you have to fill in at least one of the forms provided (you may fill in both). You have to write your nickname, email address and answer a simple question. You can get additional entries for sharing the info about the contest on your blog, facebook or twitter.

3. You have time to participate in the contest until May 26th 2012.

4. The results will be posted on my blog on May 27th 2012. The winners will be also contacted by email.

5. I'l wait for the response and shipping details until the 2nd of June 2012. If you don't get back to me by then, I'll pick another winner on the 3rd of June.

6. The contest is international.

7. I reserve myself the right to alter the dates mentioned above.

8. By participating in the contest you agree to all the rules listed above



ZAKOŃCZONY


piątek, 27 kwietnia 2012

Lady in Red

Skoro marka Virtual nie dała mi żadnego lakieru do testowania, to postanowiłam wydać kasę w drogerii i poznęcać się nad ich produktami do paznokci we własnym zakresie ;)
Padło na Virtual Street Fashion Vinylmania nr 67 o wdzięcznej nazwie Lady in red. Kolor bardzo mi się spodobał, chociaż czerwony krem ostatnio coraz rzadziej gości na moich paznokciach. 
Zdjęcia butelki nie mam, ale z kształtu przypomina butelki Catrice, Colour Alice czy niektóre Essence i mieści 10 ml lakieru. Pierwsza warstwa rozprowadzała się bardzo dobrze i kryła przyzwoicie, bez smug, chociaż wyraźnie widać końcówki. Wyschła w całkiem dobrym czasie. Druga warstwa zapewniła całkowite krycie, ale to chyba nie był mój dzień na malowanie, bo usmarowałam sobie prawie wszystkie skórki ^^" Druga warstwa też wyschła i utwardziła się w bardzo dobrym czasie. Już po godzinie z minutami mogłam bez uszkodzeń nakładać i ściągać naklejki.
Zdjęcia naklejek też nie zrobiłam, w dodatku gdzieś posiałam kartonik z nazwą ^^" W każdym razie są one z rodzaju naklejek 3D i kupiłam je we wrocławskiej Magnolii na stoisku z rzeczami m.in. do stylizacji paznokci za około 4 zł (teraz mogą kosztować więcej). Naklejki są miękkie, łatwe w obsłudze, bez problemów odchodzą z kartonika (przeważnie ściągam je przy pomocy igły lub szpilki), a co najważniejsze nie mają krawędzi usmarowanych klejem i w razie potrzeby dają się odkleić od paznokcia i nakleić w innym miejscu. 
Żeby naklejki przetrwały dłużej niż godzinę należy je utrwalić bezbarwnym topem. Ja zastosowałam top Color Club, który zwykle spisuje się nieźle. Tym razem jednak nie polubił się z czerwonym lakierem i nie chciał wyschnąć w normalnym dla siebie czasie. No i przez to rano obudziłam się z odciśniętą pościelą (dawno tego nie miałam).





czwartek, 26 kwietnia 2012

Blink blink ;)

Słońce i wzrastająca temperatura nastrajają mnie do wszystkiego, tylko nie do siedzenia przed laptopem. Ale zacisnęłam zęby i przyszłam coś pokazać, żeby znowu nie zrobił mi się tydzień przerwy ^^"
Dzisiaj będzie błyskotka w sam raz na wiosenne słońce. Na początek nałożyłam dwie warstwy Colour Alike 202 Niebieski ptak z zestawu Denim. Pierwsza warstwa wyszła mi wyjątkowo krzywo i ze strasznymi smugami, na szczęście druga warstwa wszystko ładnie wyrównała. Z braku czasu od razu sięgnęłam po top wysuszający, czyli Essie Good to go! 
Błysk zapewniłam sobie przy pomocy Essence Nail art special effect! topper nr 11 Disco disco. Na większości paznokci nałożyłam jedną warstwę topa, tylko na palec serdeczny z ciekawości dołożyłam drugą. Pjedyncza warstwa podoba mi się bardziej. Całość potraktowałam bezbarwnym topem dla wyrównania.
Zdjęcia robiłam dopiero po dwóch dniach noszenia, jak widać końcówki nie wytrzymały i się pościerały. Na szczęście widać to tylko na zdjęciach.
Brokat zmywa się ciężko, jedna warstwa co prawda nie sprawia wielkich problemów, ale dwie już dają popalić, chociaż po folię nie musiałam sięgać. Pewnie z nią poszłoby szybciej ;) Po zmyciu mani okazało się, że Niebieski ptak odbarwił mi lekko płytkę małego paznokcia (mimo bazy).





wtorek, 24 kwietnia 2012

Tego jeszcze u mnie nie było: dwa pudry i cienie

Ponad miesiąc temu pisałam Wam, że dostałam od marki Virtual produkty do testowania. Niestety ktoś w firmie nie pomyślał i zamiast lakierów dostały mi się dwa pudry i podwójny cień. 
Nie rozumiem polityki wysyłania kolorówki osobie prowadzącej bloga wyłącznie o lakierach. Możliwe, że nastąpiła jakaś głupia pomyłka przy adresowaniu, ale równie prawdopodobne jest, że marka Virtual nie przejmuje się co komu wysyła. Nie wiem która opcja jest prawdziwa, bo nie zgłaszałam tego firmie z dwóch powodów. Po pierwsze nie miałam ochoty czekać tygodnia czy dwóch na odzew (tyle czekałam poprzednio, bo firma jest zdaje się mocno "atakowana" przez blogerki ;>), a po drugie jeszcze bym musiała odsyłać rzeczy na mój koszt ;)
Postanowiłam zatem wziąć byka za rogi i oto moja pierwsza i najprawdopodobniej jedyna recenzja rzeczy nie związanych z paznokciami. 

VIRTUAL PRESSED POWDER - ROCK ME BABY 140


Opakowanie jakie jest każdy widzi, nie zawiera żadnego puszka ani gąbki do nakładania. Po miesiącu stosowania kilka razy w tygodniu wygląda prawie tak samo jak nowe. Napisy są w stanie nienaruszonym.

Opis na opakowaniu:
Rozświetlająco-brązyjący puder do twarzy o dekoltu z dodatkiem drobinek brokatu. Idealny do podkreślania kości policzkowych. Najlepszy efekt uzyskuje się nakładając puder pędzlem.

Składniki (dla tych którzy się znają):
Talc, Mica, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Magnesium Stearate, Caprylic/Capric Triglyceride, Ethylhexyl Palmitate, Bis-Diglyceryl Polyacyladipate-2, Caprylyl Glycol, Phenoxyethanol, Hexylene Glycol, [+/-] Synthetic Fluorophogopite, Cl 77891, Cl 77491, Cl 77492, Cl 77499, Tin Oxide.

Waga: 10 g

Cena: w okolicach 14 zł (sklepy internetowe)

 nałożony palcem, żeby pokazać kolor

kilka warstw nałożonych pędzlem

Moje wrażenia:
Od miesiąca używam tego pudru do konturowania twarzy i mimo początkowych oporów jestem z niego całkiem zadowolona. Podchodziłam do niego sceptycznie ponieważ zawiera drobny brokat. Jako że mam skórę mieszaną, z tendencją do tłustej, wszelkie świecenie jest u mnie niemile widziane. Na szczęście po nałożeniu pudru na twarz brokatu nie widać. 
Puder ładnie zgrywa się z moją skórą i co ważniejsze można stopniować końcowy efekt od ledwie zauważalnego podkreślenia kości policzkowych do wyraźnej brązowo-złotej tafli. Puder jest mocno sprasowany, więc nie zrobimy sobie krzywdy nabierając zbyt dużą ilość produktu na pędzel. Rozprowadza się bardzo dobrze
Trwałości nie jestem w stanie określić, ponieważ nie mam czasu gapić się w pracy w lusterko. A w dodatku wszelkie podkłady, pudry i róże mają u mnie ciężkie życie, bo mam niekontrolowany odruch macania się po twarzy ^^" Wydaje mi się w każdym razie, że jest w stanie bez problemu przetrwać kilka godzin, a gdy zaczyna znikać, to robi to dyskretnie i nie powoduje żadnych przykrych niespodzianek.

VIRTUAL SHINING LOOSE POWDER - ROCK ME BABY 143

Opakowanie podobnie jak w poprzednim produkcie nie zawiera niczego do aplikacji. I bardzo dobrze, bo w końcu najlepsze efekty daje pędzel ;) Sitko jest zabezpieczone przeźroczystą naklejką, więc podczas transportu puder nie powinien się wydostać na zewnątrz. Jednak dekielek, czy jak to nazwać, mojego egzemplarza był niedomknięty, więc używanie musiałam zacząć od sprzątania.

Opis na opakowaniu
Rozświetlający puder sypki z drobinkami brokatu do twarzy i dekoltu. Nadaje efekt skóry mieniącej się złotymi refleksami. Najlepszy efekt uzyskuje się nakładając puder pędzelkiem.

Składniki:
Talc, Mica, [+/-] Cl 77891, Cl 77491, Cl 77492, Cl 77499, Tin Oxide.

Waga: 9 g

Cena: w okolicach 22 zł (sklepy internetowe)

 nałożony hojnie bez rozcierania

 roztarty - zdjęcie w słońcu

  roztarty - zdjęcie w cieniu

Moje wrażenia:
Produkt zdecydowanie nie dla mnie, ponieważ blask bije od niego prawie nadprzyrodzony. Gdybym miała ładną opaleniznę mogłabym ją podkreślać takim błyskiem, ale dla bladziocha takiego jak ja jako bronzer się nie nadaje (jakoś nie wyobrażam sobie świecenia się poniżej kości policzkowych albo na szyi czy skroniach), a jako rozświetlacz wydaje mi się zbyt ciemny. Bez bicia przyznaję się, że użyłam go tylko raz w zastępstwie różu, bo w końcu musiałam go jakoś wypróbować. Kolor po roztarciu pędzlem jest całkiem przyjemny i można go stopniować, jednak drobinki brokatu kompletnie nie przypadły mi do gustu. W cieniu nie widać ich prawie wcale, ale w słońcu i sztucznym świetle zaczynają mocno świecić. W dodatku po kilku godzinach rozlazły się po twarzy, ale to może być wina mojego dotykania twarzy.
Być może osobom o innej cerze ten puder przypadł by do gustu, mi sprawił jedynie kłopoty ;)

VIRTUAL PRESSED EYE SHADOWS - ROCK ME BABY 137

Opakowanie i napisy na nim wytrzymałe, nie zawiera aplikatora (dla mnie zbędny, ponieważ cienie nakładam tylko pędzlami).

Opis na opakowaniu
Jedwabiste w dotyku, brokatowo-perłowe cienie do powiek. Intensywnie nasycone kolorem cienie zapewniają długotrwały makijaż oczu.

Składniki:
Talc, Mica, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Magnesium Stearate, Caprylic/Capric Triglyceride, Ethylhexyl Palmitate, Bis-Diglyceryl Polyacyladipate-2, Caprylyl Glycol, Phenoxyethanol, Hexylene Glycol, [+/-] Cl 77891, Synthetic Fluorophogopite, Calcium Sodium Borosilicate, Cl 77491, Cl 77492, Cl 77499, Cl 75470, Cl 77266, Cl 77007, Tin Oxide, Silica, Cl 77820.

Waga: 3,5 g

Cena: w okolicach 13 zł (sklepy internetowe) 

 Po potarciu palcem można się spodziewać intensywnych kolorów...

 jednak przy nakładaniu pędzlem złudzenia się rozwiewają.
Po lewej cienie bez bazy, po prawej z bazą.

Moje wrażenia:
Kolory od pierwszego rzutu oka wydały mi się przyjemne. Niestety z intensywnością koloru jest raczej kiepsko. Na bazie (u mnie Hean) da się jeszcze coś zdziałać, choć kolory jak na mój gust mogłyby być mocniejsze. Bez bazy makijaż byłby prawie niewidoczny. Cienie są bardzo miękkie, więc mogą się przy aplikacji osypywać. Rozcierają się przyzwoicie, chociaż ciemniejszy jest trudniejszy w obsłudze.
Trwałość usiłowałam sprawdzać kilkakrotnie, ale jak już mówiłam nie mam czasu gapić się w pracy w lustro XD W każdym razie od malowania, czyli okolic godziny 7 rano, do powrotu z pracy, czyli okolic godziny 15, wytrzymują na moich tłustych powiekach z trudem, ale nie ma dramatu. Jak dla mnie nie jest to wynik zachwycający, ale przyzwoity.

Nie mogło zabraknąć makijażu oka XD
Całość wykonałam przy pomocy tych dwóch cieni,
kontur oka zmalowałam cieniami na mokro z Duraline Inglota.

Dziękuję marce Virtual za udostępnienie mi swoich produktów do testowania. Szkoda, że nie są to lakiery. No ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma ;)